Wszystkie mutacje liberalizmu: liberalizm “liberalizm”, libertynizm, libertarianizm i afiliowane, mają ten sam zestaw aksjomatów. Różnice są kosmetyczno-taktyczne, choćby nie wiem jak zwolennicy poszczególnych “nurtów” się zapierali i od siebie odcinali.“Ktoś” powiedział “po owocach poznacie ich” (w wolnym tłumaczeniu
). I te owoce już widzimy. Bo któż to propaguje aborcję, eugenikę, eutanazję, zapłodnienie in vitro, klonowanie, eksperymenty z hybrydowaniem człowieka, małżeństwa homoseksualne, odbieranie wychowania dzieci rodzicom, itd. itd.? Ano wszelkiej maści liberałowie w sojuszu z “ucywilizowanymi” lewakami. A to wszystko w imię WOLNOŚCI (tj. liberty), tolerancji, demokracji, aż trudno wyliczyć te “słuszne” wartości.
Trzeba być ślepym, by tej “oczywistej oczywistości” nie widzieć.
Dla mnie poglądy nawet kardynała, nawet kardynała bardzo zasłużonego, wypowiadającego się poza zakresem swojej kompetencji – wiążące nie są. W takim przypadku są to tylko prywatne poglądy publicznie głoszone.
Mogę się z nimi zgadzać albo nie. Nauczanie Kościoła w kwestiach społecznych jest wiążące gdy prezentowane jest w oficjalnych dokumentach kościoła lub z nich wynika.
Jak wiadomo Kościół z jego, Newmana, “nauczania” raczej nie skorzystał, gdyż parę lat po jego śmierci wydał encyklikę i parę innych dokumentów, w których obnażył prawdziwą naturę liberalizmu (nie będę odwalał za nikogo roboty, kto chce to znajdzie, choćby w Breviarium Fidei). Nic z tej syntezy się nie zdezaktualizowało, no może język tekstu wydaje się nieco archaiczny.
Od czasów “nauczania” kard. Newmana minęło jak by nie było z górką sto lat. Jego “nauczanie” nie znało dwu wojen światowych, holokaustu, kzlagrów i archipelagów gułag, doświadczeń kolejnych “wiosen” w Chinach, powrotu do gospodarki wiejskiej w wydaniu kampuczańskiego Pol Pota, bomb jądrowych i aborcyjnej rzezi. Nie kwestionując jego dobrej woli, woli “dobrego człowieka” to poglądy jego tak się mają do współczesnego świata, jak poglądy buszmena na widok telewizora. Zresztą, współczesny mu Marks, też jakby nie przewidział zbrodniczych skutków swojego “nauczania”, a podobno niezwykłej łagodności człowiekiem był.
Z autorytetami więc należy ostrożnie. Jak do węża, może to bowiem być nieszkodliwy zaskroniec, ale może też być podstępna kobra.
Tytuł “lorda” też mnie za mocno nie wzrusza. Choćby był milordem, parem lub księciem Walii. Błędne, wybiórcze założenia – jakimi są założenia liberalizmów w stosunku do całościowego oglądu człowieka w nauczaniu Kościoła – nieuchronnie prowadzą do ww. skutków które zbiorczym mianem można określić jako “cywilizacja śmierci“.
Ja jestem za cywilizacją życia jaką niesie Kościół i niezależnie od połajanek, przy tym pozostanę. I niezależnie od tego, czy ktoś o bardziej wyrafinowanym myśleniu nazwie to waleniem cepem.
Pozdrawiam 