|
2008-03-01 13:03
Ten wywiad winien stać się materiałem szkoleniowym, dla biskupów, księży i świeckich katolików, jak udzielać wywiadów takim gazetom jak Gazeta. Jak nie pozwolić się zmanipulować i dać wykorzystać do niegodnych celów. Ale, do tego trzeba mieć kręgosłup, tak jak ma go ks. Burzyk.
Mimo wszystko jednak, lepiej by było, gdyby katolicy unikali występów w takich mediach jak Gazeta – nawet ci tak silni jak ks. Burzyk. Cóż z tego bowiem, że w konkretnym przypadku zachowa cnotę, wykorzystać się nie da jak bezwolne cielę, skoro taki wywiad jest 1 na 10 i w rzeczywistości służy uwiarygodnieniu tych 9 pozostałych – tępiących Kościół, wiarę, świadomość Boga.
A co do samego korzystania z “cudzych” kazań, tyle już zostało powiedziane, że można tylko zgodzić się ze zdaniem ks. Burzyka:
“- Jeśli jakiś kapłan skorzystałby z mojego kazania, to tylko by mnie to ucieszyło. Kapłan nie jest biznesmenem, a kazanie nie jest towarem, który można ukraść. Celem biznesu jest zysk, celem kaznodziejstwa jest doprowadzenie człowieka do Boga, do zbawienia. Jestem w stanie osobiście podziękować każdemu kapłanowi, który powtórzy moje kazanie nawet w całości.
Dyskusja na temat kradzieży kazań świadczy o niezrozumieniu istoty Kościoła, ewangelizacji i duszpasterstwa.
Nie spotkałem kapłana, który miałby pretensje o to, że inny kapłan wygłosił jego kazanie.”“- Kazania publikuje się po to, by były pomocą dla innych księży. Wierni raczej nie czytają książek z kazaniami. Trudno wyobrazić sobie, że kaznodzieja w trakcie kazania mówi: ‘A teraz zacytuję fragment kazania księdza Eugeniusza Burzyka’.
Jeżeli ktoś cytuje moje kazanie, to znaczy, że uznał je za dobre – czyli takie, które jest w stanie poruszyć ludzi. Czy kapłan potrzebuje czegoś więcej? Przecież pracuję nie dla własnej popularności, sławy czy pieniędzy, ale dla Boga.”Tylko “bazgrania po książkach” nie pochwalam. W tym jestem tradycjonalistą fundamentalnym.