|
2008-02-20 11:35
Czy tłumaczenie Biblii na język kolesiów z pubu lub więzienną grypserę [z właściwą im "interpunkcją"] będzie kolejnym krokiem w “przybliżaniu” Ewangelii?
Bo chyba w tym kierunku zmierzają postępowe unowocześnienia ewangelizacji. Mogliśmy już obserwować, szczęśliwie jeszcze nie masowe, “zdarzenia” artystyczne w rodzaju mszy z celebransami przebranymi za klownów.To fałszywa ścieżka, nawet nie ze względu na jakieś zasady, tylko z powodu zwykłego nie sprawdzania się w praktyce.
Ludzie, ogół a nie chałaśliwe grupy popkultury, oczekują Autentyczności i wierności Słowu. Mówił o tym Benedykt XVI, cyt. za Wiara.pl: “współczesnych ludzi pociąga duchowość. Są jednak gotowi słuchać i naśladować tylko tych, którzy konsekwentnie dają świadectwo Chrystusowi” na spotkaniu z radą kontaktową między Kongregacją ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego a międzynarodowymi uniami przełożonych generalnych.
Na pewno jakiś rodzaj adaptacji trudnych treści biblijnych do możliwości odbioru przez różne subkultury jest potrzebny, ale raczej na poziomie omówień, a nie żywego tekstu Pisma. Tekstu, treści, a nie formy. Bo forma, tak jak tu “komiksu”, czy różnych “biblii dla dzieci”, może być różna. I tak w dziejach Kościoła było – stylistyki się zmieniały i dostosowywały do lokalnych warunków społecznych, a stała pozostawała treść przesłania o Zbawieniu.