| 2008-02-11 |
Przerost formy nad treścią?
Andrzej Macura
Co to jest: rude, z dużą kitką, skacze po drzewach i je orzechy? Podobno tylko na lekcji religii może przyjść komuś do głowy, że wbrew pierwszej intuicji nie jest to wiewiórka, ale Pan Jezus. |
|
|
2008-02-11 12:32
Wraz z zanikiem pojęcia kindersztuby w niebyt poszła zasada, by “wiedzieć gdzie i kiedy co wypada”. A przecież zasada ta nie jest przejawem fałszu, obłudy, salonowej dulszczyzny jak chcą ludzie postępu. Przeciwnie, jest uogólnieniem i przejawem dobrze rozumianej celowości. Celem spotkania się na mszy nie jest audiowizualny spektakl edukacyjny, celem – jest spotkanie z Bogiem, Eucharystia. Temu celowi winno być podporządkowane to “co wypada”. Nic do rzeczy nie ma tu jakkolwiek rozumiana “tradycyjność”, czy “nowatorstwo” form.
Ale w samym wspomaganiu się przez kapłana środkami technicznymi, typu laptop na ambonie (a nawet e-book zamiast mszału [i Pisma, oczywiście: sm] na ołtarzu, choć tu mógłby być problem ucałowaniem “księgi”, to mogło by dziś jeszcze razić, mimo że cześć dotyczy tu przecież Słowa a nie przedmiotu, zbioru kartek) nie widzę nic zdrożnego. Ważne tylko by te techniczne niezbędniki używane były dyskretnie, jako narzędzie a nie eksponowana istota.
| 2008-02-11 06:56:52 |
Z Bogiem warto się zaprzyjażnić
Dziennik/a.
Odejście od Boga odbywa się też przez zakwestionowanie trzech przykazań Dekalogu: nie zabijaj, nie cudzołóż i nie kradnij – powiedział Dziennikowi dominikanin, o. Jacek Salij. |
|
|
2008-02-11 11:57
Dodam jeszcze, że nic dziwnego, że książka “Jezus z Nazaretu” po pierwszych achach i ochach (nie wypada przecież przemilczeć książkę samego Papieża) – poszła praktycznie w niepamięć. Brak w publicystyce nie tylko zwykłych recenzji, ale i ewentualnych polemik, nawiązań, cytowań. Musi być dla wielu mocno niewygodna.
Trzebaby wrócić do epitetu “żelazny”, dziś już nie kardynał ale Papież. A nie wypada tak wprost niezgodzić się z Papieżem, nawet jeżeli poglądy wyrażone w książce są tylko “prywatne”, a nie oficjalnym nauczaniem następcy Chrystusa.
2008-02-11 11:25
Strasznie fundamentalistyczne i “zamknięte” poglądy prezentuje nam tu o. Salij, chyba nie na dzisiejsze czasy powszechnej wolności wszystkich we wszystkim, równości każdego z każdym i wszechogarniajacego “braterstwa” i “siostrzeństwa”. Każda epoka ma swojego ducha, który w niej straszy. W naszej to duch liberalizmu (nie tylko teologicznego).
Trudno mi też wyobrazić sobie lewicę “katolicką”, tak jak i prawicę “katolicką”. Wszystkie te ideologie w założeniach swoich pomijają bowiem Boga i jego rolę w życiu człowieka. Konsekwentne zastosownie tych założeń prędzej czy później musi prowadzić do praktycznego zanegowania wartości chrześcijańskich, czego przykładów mamy mnóstwo, dziś np. w podejściu do aborcji, w przeszłości zaś np. w podejściu do mniejszości narodowych.
To że, jak mówi o. Salij, “Tradycyjny socjalizm, choć miał historycznie uwarunkowane alergie antykościelne, był postawą moralnie piękną, starał się bronić ludzi pokrzywdzonych i zmarginalizowanych”, pewne elementy tych ideologii są zbieżne z nauczaniem społecznym Kościoła to trochę za mało, by w lewicowości szukać przeciwwagi dla prawicowości, której też obrona pokrzywdzonych i zmarginalizowanych wcale nie musi być obca.
To nie “historyczne uwarunkowania”, to ZAŁOŻENIA (in. pewniki, aksjomaty) są przyczyną różnych prawicowych i lewicowych “alergii” w stosunku do Kościoła.
Pozostaje Kościołowi, jak dotyczhczas, przejawiać do lewicowości i prawicowości życzliwą neutralność, wspierać je tam gdzie ich działania są zbieżne z wiarą i zdecydowanie oponować gdzie są sprzeczne.