|
2008-02-10 12:04
A wystarczyłoby by Shakira zapewniła, że wieczór będzie bez świadków i już można by się zastanawiać, czy to czasem nie jałmużna. Niestety, samej aukcji niesposób dokonać w ukryciu.
Oczywiście żartuję, ale problem zamętu pojęciowego jest i dobrze, że się o nim przypomina.Myślę, że warto zwrócić również uwagę na to, że dobroczynność ma dwie odmiany, bardzo różne co do istoty. A tym co je różni są skutki dla darczyńczy.
Otóż czym innym jest np. wystawienie na aukcji olimpijskiego medalu z przeznaczeniem uzyskanych pieniędzy dla potrzebujących, a czym innym jest organizowanie imprezy z wielką pompą i nagłośnieniem przez firmy i biznesmenów.
W pierwszym przypadku darczyńca ma tylko satysfakcję i poczucie dobrego uczynku, w drugim jest wymierny profit. W pierwszym darczyńca zdaje się na wycenę daru przez uczestników aukcji, w drugim sztab specjalistów od marketingu i reklamy precyzyjnie kalkuluje maksymalizację zysku.
W pierwszym jest darowanie coś od siebie (i innych, choćby dla tych była to tylko inwestycja), zaś w drugim tylko konieczny “koszt inwestycji”, zgodnie z powiedzeniem: “Ile trzeba stracić, żeby zyskać?”
Czy zatem ten drugi rodzaj wyrachowanej dobrobroczynności nie jest w istocie żerowaniem na nieszczęściu innych? Niech każdy sam sobie odpowie.
Na pewno jest oliwą na sumienie, by za głośno nie skrzypiało.Przytoczony przez Księdza przypadek Shakiry wg mnie jest raczej pierwszego rodzaju. Co na nim Shakira zyska? Większą popularność? Przecież już ją ma. Kolejne kontrakty? Wątpliwe, tym rządzą twarde prawa ekonomii.