|
2008-02-06 23:
Obojętność wobec życia jest głęboko zakorzeniona w chińskiej kulturze. Osoba, w naszym chrześcijańskim rozumieniu, nie znaczyła nic. Konfucjańska etyka na pierwszy plan wysuwała hierarchię, obowiązek, w stosunku do wyżej w hierachii ustawionego. W ostateczności do najwyżej w hierarchii – cesarza-boga. Ten był władcą życia i śmierci. Od dostojnika z Zakazanego Miasta po chłopa-niewolnika.
Taoizm również nie przejmował się osobą i życiem. Ważna była harmonia, specyficzna bierność w stosunku do biegu zdarzeń. W księdze taoizmu Laozi Daodejing (Laocy Taoteking) nie znajdzie się nawet wzmianki iż życie jest wartością.
Buddyzm, który rzeczywiście szanuje życie w każdej formie, nie tylko człowieka, nie zyskał nigdy wielu zwolenników. Gdzieś tam na uboczu wegetują sobie buddyjskie sekty, z największą z nich Chan (zen). Jedyne co buddyzm dla Chin sprawił, to spacyfikował wojowniczych tybetańczyków i mongolskich pasterzy ze stepów i pustyń Gobi, co sprawiło, że Wielki Mur okazał się zbędny.
Chińska odmiana komunizmu również nic nie zmieniło. Mao Zedong (Mao Tse-Tung) zastąpił Cesarza i boga, partia i jej aparatczycy warstwę mandarynów.
Przetaczające się przez 50 lat rewolty, wojny wewnętrzne, wojny z Japonią, wszystkie o ludobójczym charakterze, też szacunkowi dla życia i godności jednostki nie sprzyjały.Dziś kultura liberalno-konsumpcyjna, wkraczająca przebojem do Chin, tylko wzmacnia i utrwala już istniejące kulturowe nawyki. Nie ma szans by w najbliżym czasie mogło się coś zmienić. Religie, które mogły by coś zmieniać, nie są ulubieńcem chińskich władz, nowych ekonomicznych elit, ledwie są tolerowane. Na liczenie się z tzw. “opinią zjednoczonych narodów” też nie ma co liczyć. Chiny nigdy się z nią nie liczyły. Pomijam już fakt, że te “zjednoczone” narody pod pozorem walki z nędzą, głodem, chorobami raczej wspierają, mackami swoich agend, cywilizację śmierci niż jej przeciwdziałają.
Jest gorzej, współczesne technologie zapewniają państwu sprawny totalny nadzór nad wszystkimi sferami życia, a w szczególności nad rozrodczością. Pisze o tym Jan Maria Jackowski:
„Światowym jednak liderem prenatalnego ludobójstwa są Chiny, w których rocznie ginie według różnych opracowań od 7 do 13 milionów dzieci. W tym państwie wprowadzono w 1979 roku politykę jednego dziecka, co spotkało się z akceptacją gremiów międzynarodowych. Od 1980 roku – przy hojnym zaangażowaniu się Funduszu Ludnościowego ONZ (UNFPA) – zaczęto tworzyć monstrualną bazę informatyczną gromadzącą dane dotyczące najintymniejszych szczegółów życia wszystkich chińskich kobiet. Za jej pomocą – co podkreślają w swoich raportach obrońcy życia – władze są w stanie określić stadium cyklu miesiączkowego danej kobiety, jej dotychczasowych partnerów seksualnych, liczbę ciąż, urodzonych dzieci oraz wszelkie inne szczegóły dotyczące jej zdrowia i płodności.
Kobiety są poddawane raz na kwartał przymusowej kontroli. W przypadku wykrycia “nielegalnej” ciąży prawo nakazuje przeprowadzenie natychmiastowej aborcji. Dzieje się tak najczęściej przy drugim dziecku. Aborcję taką przeprowadza się bez względu na zaawansowanie ciąży, nawet na kilka dni przed porodem. W takiej sytuacji wywołuje się poród, a następnie dziecko na oczach matki jest uśmiercane zastrzykiem z trucizny. Ciała zabitych dzieci są wykorzystywane jako półprodukty dla przemysłu kosmetycznego. Ponieważ w Chinach szczególnie cenieni są chłopcy, więc niebywale rozwinęła się aborcja selektywna, która spowodowała, że w ponad 90 proc. ofiarami aborcji są dziewczynki. Obecnie miliony młodych chińskich mężczyzn nie ma szans na znalezienie żony w swoim kraju, więc szuka kobiet za granicą. Niebywale rozwija się też przemysł pornograficzny i prostytucja.
Media światowe na ogół niewiele miejsca poświęcają antyludzkim standardom władz w Pekinie.”
{cyt. fragment za Naszym Dziennikiem, Sobota-Niedziela, 2-3 lutego 2008, Nr 28 (3045)
http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=dd&dat=20080202&id=main }Może się jednak okazać, że te same technologie i, jak pisze Jackowski, „bezbronny instynkt życia” rozsadzą to – jedno z wielu w dziejach ludzkości – „imperium zła”. Tylko jak ta eksplozja dla Świata się skończy, Bóg jeden wie.
Szczegóły brutalnej polityki aborcyjnej w Chinach, historię tragedii milionów ludzi pozbawionych możliwości posiadania więcej niż jednego dziecka, doniesienia o restauracjach, w których podaje się “zupę z płodu” zawiera m.in książka prof. Marka Miravalle’a zatytułowana “Siedem smutków Chin”.