Ks. Jan Twardowski
Bóg się rodzi, moc truchleje
W tę noc, co niewiedziała jeszcze, że jest święta
nie liżyłapy
nie pochlebcy
nie kandydaci na dygnitarzy
nie urzędnicy
nie spryciarze
nie chwalipięty że “tam byłem pierwszy”
nie reporterzy z telewizji ani dziennikarze
ale najbliżsi sobie krewni
analfabeci z bijącym sercem
i mędrcy – bo szukają
biegli niespokojni -
czy się nie przeziębił
czy gwiazda w ostatniej chwili Go nie przestraszyła
czy miał suche pieluszki
czy przy pięknie śpiewającym aniele nie dostał chrypki
czy Go siano nie podrapało
czy wierzgający osioł nie uraził swojego zwierzchnika – dostojnego wołu
kiedy rozsądni się gorszyli
Bóg wszechmogący stał się ludzkim dzieckiem
z wyciągnietymi bezradnie rękami
i świat się wcale nie zawalił
ale zgarbiony uśmiechnął się i zaczął się prostować————————————————————————————————————
Przyszli szukać Serca Bożego,
Serca z wszystkich naszych pierwszych piątków,
jak w obrazach włócznią przebitego,
ze skrą bólu i cierni pamiątką.Weszli w kościół, a tu nagle kolędy -
miękki żłóbek z siankową poduszką -
nie ma cierni ni blasku krwawego,
ale bije Jezusowe serduszko.Nie ma cierpień. Żadnej nie ma rany,
zamiast burzy na morzu – kąpiółka -
kołysane w ciepłej koszulinie
śmiesznym uchem pstrokatego osiołka.